Kiedy człowiek ma już swoje lata, coraz bardziej docenia rzeczy, które nie krzyczą. Tak było i tym razem w Olkuszu – 3 października w sali widowiskowej MOK odbył się koncert zespołu pieśni słowiańskiej „Prasłowianki”, przygotowany jako wydarzenie „Pamięci Zenona Krukowieckiego”. Godzina 18.00 – niby zwykła pora, a jednak w powietrzu czuło się, że to wieczór inny niż wszystkie: pełen szacunku, wspólnoty i ciszy między dźwiękami.
Dla wielu z nas tradycja to nie skansen. To praktyka: pamiętać o ludziach, którzy coś po sobie zostawili – w kulturze, w sąsiedztwie, w codziennej życzliwości. Pieśni w słowiańskim duchu nie są „ładną dekoracją”. To sposób opowiadania o korzeniach: o tym, że wspólnota trwa, gdy potrafi śpiewać razem – nawet jeśli każdy w sercu niesie inne wspomnienie. Z perspektywy seniora widzę jeszcze jedno: takie wydarzenia są jak szczepionka przeciw samotności. Nagle okazuje się, że inni też pamiętają, też czują, też potrzebują sensu.
Chciałbym, żebyśmy w gminie umieli częściej tak „mądrze świętować”: bez zadęcia, ale z sercem. Kultura lokalna najlepiej działa wtedy, gdy łączy pokolenia – a koncerty, które mają w sobie pamięć i tradycję, potrafią to robić wyjątkowo skutecznie.

